SEAL-ART: Biżuteria dla pewnych siebie, kolorowych Kobiet z pasją...:)

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Mode Art Design

Chciałam się z Wami podzielić pewną informacją.

Otóż jakiś czas temu, tuż po osławionych Targach Złotniczo - Jubilerskich (jednak coś dobrego z nich wynikło), nawiązałam współpracę z  Galerią Mode Art Design.



To co od pierwszej chwili mnie do niej przekonało, to podejście założycielek - dynamicznych, przedsiębiorczych, przesympatycznych kobiet, do swojego dzieła.

Nareszcie trafiłam na kogoś, kto rozumie mnie i moją twórczość.

Do tej pory 'obijałam' się jedynie, jak przypuszczam większość z Was, po platformach sprzedażowych, gdzie nie liczy się jakość, a ilość.
Gdzie nie liczy się sztuka sama w sobie i niepowtarzalność dzieł, a masówka.
Minimalizm, powielanie, ilość ofert.

W efekcie to co piękne i wyjątkowe, ginie w zalewie twórczości wszelkiego rodzaju i staje się 'nieodnajdywalne' dla tych, którzy cenią sobie oryginalność, jakość i piękno.

Właśnie do takich osób założycielki Mode Art Design kierują swoją Galerię.

To właśnie tam przeniosłam swoje wszystkie najwspanialsze i najbardziej wyjątkowe prace.

Serdecznie polecam!

Pozdrawiam,
AldonaK/Seal-Art



TARGI KIELCE - PODSUMOWANIE

Oderwałam się na chwilę od świątecznych porządków i garnków i w ramach relaksu, postanowiłam napisać słów kilka o moich ostatnich targach.
W weekend 12-13 grudnia, po dwuletniej przerwie byłam na TARGACH Prezentów Artystycznych, Strefa Handmade w Kielcach.
Ciągnęło mnie tam, już w zeszłym roku, ale z wielu względów osobistych było to niemożliwe.
A ciągnęło mnie wspomnienie moich pierwszych targów, wspaniałej organizacji i ziemi świętokrzyskiej, skąd pochodzi moja dusza, samej w sobie.
Tak było dwa lata temu:




Przyznam, że zapisując się na tegoroczne wydarzenie, wróciłam do tych zdjęć i byłam niezwykle zadziwiona, że przy tak znikomej ilości mych dóbr, targi były w sumie na tyle udane, że pozostawiły po sobie tak miłe wrażenia:)
Wówczas odbywały się one w towarzystwie targów Agro, oraz Ślubnych.
W tym roku tylko w towarzystwie Ślubnych, na jednej hali.
Spotkałam się z opinią na facebookowej stronie Targów Kielce, bardzo negatywną, że strefa handmade była tylko na przyczepkę, że nie było klientów, że stoiska drogie...
Ta Pani na pewno nie była na cudownych targach Złotniczo - Jubilerskich, o których pisałam na blogu...Nawet nie wie jakie ma szczęście;)

Jeśli o mnie chodzi, to po raz kolejny poczułam się wręcz rozpieszczona przez organizatorów.
Ich podejście do klienta (wystawcy) jest naprawdę na najwyższym poziomie.
Wszystko dopięte na ostatni guzik. Wszelkie formularze dosyłane na bieżąco, o niczym nie trzeba myśleć, bo organizatorzy myślą za Was. Tu wielkie ukłony w stronę Pani Małgosi Kubickiej:)

Frekwencja na Targach również bardzo dobra - zwłaszcza w porównaniu ze Złotniczymi....

Pomijam kwestię gustów 80% naszego społeczeństwa, o czym niejednokrotnie pisałam na blogu.

Jednak nam udało się spotkać nasze ulubione, niezapomniane klientki sprzed dwóch lat (na ostatnim zjęciu), ku obustronnej radości.
Wspaniałe jest również, gdy nasze stoisko odnajduje inna klientka, która po dwóch latach wraca po bransoletkę, której wówczas nie kupiła i do dziś nie może o niej zapomnieć:)
To są bardzo miłe chwile i dziękuję Wam za nie:)

Z ciekawostek nie koniecznie biznesowo - targowych, dodam, że tym razem musiałam się do Kielc wybrać całą rodziną:)
Był więc mój mąż, dwie córki i Mama.

Żeby było ciekawiej, młodszej córce w sobotę, tuż po przyjeździe, wykluła się ospa... Nie obyło się więc bez atrakcji.
Mam nadzieję że nie rozsiała jej tam za bardzo;)

A tak w tym roku prezentowało się nasze stoisko:






Asortyment przynajmniej trzykrotnie większy, niż dwa lata temu.
Strach pomyśleć co będzie w przyszłym roku, ponieważ od tej pory Targi Kielce są stałym elementem w moim corocznym grafiku:)

Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art


poniedziałek, 14 grudnia 2015

Szuflada - WYRÓŻNIENIE

Z radością zawiadamiam, że mój "MAGIC BIRD", otrzymał wyróżnienie w ostatnim wyzwaniu SZUFLADY:)
Bardzo dziękuję!

Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art

wtorek, 17 listopada 2015

Jesienne BINGO z SZUFLADĄ

Przyznam się Wam, że dawno nie włożyłam tyle serca i pasji w moją pracę.
Wykonując ten szczególny egzemplarz, 'przypomniałam' sobie dlaczego najbardziej kocham właśnie tą technikę - czyli haft koralikowy.
Daje on tak wiele możliwości zarówno pod względem realizacji wzorów, jak i materiałów, które można użyć.

A wszystko za sprawą nowego wyzwania w SZUFLADZIE:


Zestawem tematycznym, który wybrałam są: PTAKI, BRĄZ, TKANINA

Wyobraźnia ruszyła - zaczęłam tworzyć - na żywioł:)
Jako tkaninę, pomijając oczywiście wszystkie podkłady, oraz Super Suede, wykorzystałam paski surowego jedwabiu SARI.
To one tworzą 3/4 mojego magicznego ptaszka.
A od tworzenia ptaszka właśnie zaczęłam.
Dla większej inspiracji, naszywałam motyw na filcu w ptasie motywy, którego i tak jakoś nijak nie mogłam dotąd spożytkować:)

Im dalej szłam, tym większe oczekiwania miałam wobec swojego dzieła.
Na tkaninie powstawały więc powoli gałązki i rośliny, kaboszonowo - jedwabne kwiaty, światła i cienie.


Potem należało sprawić, żeby mój ptak był nieco bardziej ptasi - a więc pierzasty. 
Ubrałam go w piórka i teraz błyszczał już pięknym, długim ogonem i strojnym czubem.
Pozostało jeszcze wykończenie naszyjnika, bo tym właśnie mój ptak miał się stać.
Tu długo zastanawiałam się jaki kolor wybrać. Nie chciałam zdominować kolorystycznie naszyjnika samym brązem, bo stałby się w sposób oczywisty - jesienny.
Postanowiłam dodać ciepły, złoty odcień. Dzięki temu naszyjnik jest zarówno jesienny, świetnie jednak nadaje się na karnawałowe wyjścia. Sam wystarczy za całą kreację:)                                                            
  


Tak, w dużym skrócie powstał mój magiczny ptak w brązach i jedwabnej tkaninie.
W skrócie, bo tworzyłam go prawie 2 tygodnie.


Wykonany na podkładzie, z użyciem kaboszonów agatu, jadeitu, karneolu, szkła i ceramiki.
Wyszywany koralikami Toho, Miyuki i Preciosa i Fire Polish, oraz cekinami.
Ptak ozdobiony piórami i kryształkami Swarovski.
Pasy naszyjnika z ekologicznej skórki w kolorze złotym, na śliwkowym podkładzie Super Suede.
Obszyte koralikami Fire Polish i kryształkami Swarovski.


NASZYJNIK 'MAGIC BIRD'



Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art


poniedziałek, 26 października 2015

Kreatywne KUFROWE wyzwanie.

Po dość długiej przerwie, mając chwilę wolnego, postanowiłam wziąć udział w kolejnym wyzwaniu KREATYWNEGO KUFRA.
Niezwykle spodobała mi się kolorystyka zdjęcia autorstwa  MrÓ, która miała zainspirować nas do stworzenia nowego dzieła.


Pomysł zrodził się niemal natychmiast.
Miałam akurat na stanie przepiękny kaboszon labradorytu i resztę materiałów.
Pamiętacie na pewno o moim zachwycie nad jedwabiem SHIBORI. Ach gdybym go miała, jakież absolutne cudo mogłoby z niego w tej kolorystyce powstać!
Ponieważ jednak jak wiemy, jest on praktycznie niedostępny, postanowiłam wykorzystać i wypróbować to, co akurat łatwo znaleźć, czyli pasma jedwabiu SARI.
Przyznam że dają dość ciekawy efekt. Nie można nimi osiągnąć efektu trójwymiarowości, jak w przypadku SHIBORI, ale za to wzór tworzony z ich pomocą wygląda jak namalowany:)

Stworzyłam więc bransoletkę, którą nazwałam 'MGLISTA', ponieważ nieodparcie kojarzy mi się z zamglonym, nieco oszronionym, jesiennym porankiem.

Dodatkowo wykorzystałam w niej kaboszony z agatu i jadeitu, koraliki Toho i Delica.
Brzegi bransoletki wykonane są z mięciutkiej, szarej skóry naturalnej, spód zaś z czerwonej, ekologicznej skórki.

Wyszło dość ciekawie i mam ochotę dalej eksperymentować z pasmami jedwabiu SARI.
A oto ona - bransoletka 'MGLISTA' - zdjęcia autorstwa nadwornego fotografa Seal-Art: SergiuszaK.


Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art



piątek, 16 października 2015

Targi jak marzenie!

Minęły już dwa tygodnie odkąd brałam udział w wydarzeniu, które postanowiłam dla Was, ku
przestrodze, dość obszernie opisać.
Zachęcam do lektury, bo może dzięki temu unikniecie rozczarowań i strat, które stały się moim udziałem.

Końcem lata, pchana jak zwykle nieodpartą potrzebą wyjścia do ludzi, wynalazłam w sieci targi. Ale jakie targi!!
Warszawskie Expo XXI, Targi Złotniczo - Jubilerskie!
Sprawdziłam - ach jest! Strefa Dizajnu!
Czas był najwyższy, bo targi już w październiku. Rzuciłam się więc rezerwować miejsce, nie bacząc na koszty, nie przesadzając z analizowaniem regulaminu imprezy, bo przecież "takie targi"!!. Nareszcie nie 'ryż, mydło i powidło', nie odpust, a targi biżuteryjne!
Z licznymi patronatami: Ministerstwa Gospodarki, Związku Rzemiosła Polskiego, a nawet Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pełna pompa!
A do tego hasło przewodnie: "Bądź tam gdzie branża, bądź tam gdzie tradycja, bądź z nami".
Na zawsze zapamiętam, że jeżeli ktoś nie ma nic do zaoferowania, to na pewno ma dużo do powiedzenia.

Opłaciłam targi i czas jakiś trwałam w błogim zachwycie. Aż pewnego dnia, na facebooku dopada mnie pewna Pani - jedna z zajmujących się widocznie organizacją, z gwałtowną prośbą: Pani Aldono! Nie mam do pani namiarów, dlatego tak się do Pani zgłaszam! Potrzebuję już, natychmiast treści wpisu do katalogu, bo termin mija!
Pomyślałam, że dziwne, bo jeśli chodzi o wysyłkę faktur, to jakoś mnie odnaleźli i maila mieli, ale cóż... Nie skupiałam się nad tym szczególnie. Treść wysłałam, logo wysłałam i dostałam - tadaaa! - kolejną fakturę, opiewającą na 300zł za tenże wpis.
Przyznam, że trafił mnie szlag.
Pierwszy raz się spotkałam, żeby standardowy wpis do katalogu kosztował takie pieniądze!
Zaczęłam brnąć uważnie przez regulamin i owszem, znalazłam. Uwity zręcznie pomiędzy innymi, kwestii płatności nie dotyczącymi, punkt o obowiązkowym wpisie i kosztach z nim związanych. Cóż...machnęłam ręką.
Wysłałam natomiast pytanie w kwestii zabudowy stoiska, przyzwyczajona do tego, że takie rzeczy się z wystawcą ustala. Otrzymałam maila, że w kwestii zabudowy proszą o PILNY kontakt! Znowu... Biedactwa zapomniały ze mną ustalić.
Wyrysowałam wstępny projekt na formularzu, wysłałam, dopytując przy okazji, czy broń Boże nie wybrałam czegoś znowu dodatkowo płatnego. Okazało się że nie - wszystko w cenie. He he,co za ulga;) To był ostatni mail od cudownych, rozgarniętych, zorganizowanych Pań od kontaktów z Wystawcami. Żadnego projektu stoiska do zatwierdzenia, pomimo pytań z mojej strony, żadnego maila tzw. organizacyjnego - NIC! Pieniądze zainkasowane - możecie się wypchać!

Ponieważ w związku z niezwykle profesjonalnym podejściem Pań, zaczął mnie ogarniać jakiś niezrozumiały niepokój, postanowiłam baczniej przypatrzeć się stronie Targów. Jakież było moje zdziwienie, gdy w zakładce "dla zwiedzających", zobaczyłam hasło: rejestracja. Zmroziło mnie, bo pojęłam nagle, że zamiast zapisać się na targi gwarantujące bezpośredni kontakt z klientem, zapisałam się na jakiś branżowy cyrk i wypiję najdroższą kawę w życiu - ściśle mówiąc za 1500zł! To wszystko co będę z tego miała!

Dodam jeszcze że na stronie nie było prawie do końca (bodajże 2 czy 3 dni przed targami) informacji, że jest to impreza branżowa.
Jeżeli ktoś wybierał się tam po raz pierwszy tak jak ja - nie miał o niczym pojęcia. Nie tylko zresztą ja żyłam w błogiej nieświadomości - ale większość naszej strefy Dizajnu jak się okazało.

A właśnie...Teraz kolejna kwestia cudownej imprezy.
Strefa Dizajnu - czytaj - ostatni, smętny i ciemny rząd pawiloników. Oddzielony od żarłodajni ściankami z fotografiami Tybetu, oraz 3 gablotkami z wystawą etnicznej biżuterii, gdzie nikt prawie nie zabłądził, bo nie spodziewał się, że coś tam w ogóle jeszcze jest!

Frekwencję mieliśmy mniej więcej taką, jak na owych grafikach Tybetu! Taki sam tłum, nie licząc braku tegoż wołu, czy cokolwiek tam ten człowiek prowadzi.

Organizatorzy usiłowali nadrobić fetą w postaci zgrabnych hostess, ułanów w pełnym rynsztunku bojowym i loterii wizytówkowej, gdzie główną nagrodą był samochód marki Lexus. 
Na pewno zaskoczę Was pisząc, że wygrał go przedstawiciel jednej z większych firm wystawiających się na targach. W trakcie losowania natomiast, dziwnym trafem, znalazł się nie przy estradzie (zgodnie z regulaminem), a bezpośrednio przy Lexusie, po drugiej stronie hali.

W kwestii współpracy branżowej, czytaj wytwórca - sklep, w przypadku większości z nas nie mogło być żadnej mowy. Z tej prostej przyczyny, że sklepów jak się okazuje nie interesują unikaty. Ich interesuje hurt. Dużo i tanio! Toteż siatami wynosili złote łańcuszki grubości włosa, po 19zł sztuka, od tzw. jubilerów.

Dodatkowego smaczku przedsięwzięciu dodaje fakt, że przed targami zarząd się poróżnił i rozdzielili imprezę. Część została tu i zorganizowała ten niewypał, część wyniosła się na ul. Marsa.
Jednocześnie więc tegoż weekendu odbywały się równolegle 3 imprezy tego samego typu: Marsa, Expo i dodatkowo giełda na OSiRze - można sobie wyobrazić, gdzie poszła większość ludzi.

Nieliczni klienci, którzy pojawili się na ostatnim dniu, tzw. otwartym, również byli zdegustowani. Znają bowiem tą imprezę, która ponoć kiedyś była zupełnie inna. Teraz przyszli i zastali rządek biżuterii artystycznej i puste stoiska po hurtownikach, którzy wynieśli się na Marsa, ponieważ tu - wobec klienta indywidualnego, nie mieli czego szukać.

Branża - zeszła na psy, tradycja - umarła. O reszcie nie ma nawet co wspominać.

Na koniec, na osłodę, Panowie organizatorzy wręczyli nam certyfikat za udział w targach. Nie chciało im się nawet zadać trudu i wpisać nazwy firmy - trzeba sobie wpisać we własnym zakresie... Wstyd, żenada i porażka.                                                           Dodam jedynie że nie zwróciły mi się nawet koszty - to pierwsze takie targi w moim życiu.

Jedyny plus całego wydarzenia, to oczywiście ludzie!
Krysia Odolińska - właścicielka i twórca marki KOD, wraz z Sylwią Badowską - rewelacyjne Kobiety! Wspaniałe dziewczyny - Regina i Gabrysia z RK Biżuteria Artystyczna, oraz ekipa Pana Jacka Szczepańskiego, wraz z wyjątkowym Panem Jackiem we własnej osobie:)

To są wartości niewymierne. Te, które cenię sobie ponad wszystko. 
Bo czasem nie liczy się, że banda pazernych hipokrytów wyssała nas do cna - liczy się to, co spotkało nas przy okazji - wspaniałe wrażenia, wartościowe znajomości i przepozytywne wspomnienia:)




Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art


piątek, 11 września 2015

Uzupełniam:)

Witam Kochani,

Wyzwanie Pastelowe w SZUFLADZIE już rozstrzygnięte. Tym razem bez wyróżnienia dla SealArt, co jednak wcale mnie nie martwi, bo konkurencja była OGROMNA, wiele wspaniałych, przepięknych prac, nie tylko biżuteryjnych, w związku z czym nie czuję się pominięta;)

Obiecałam jednak że napiszę coś więcej o naszyjniku który stworzyłam, co jest o tyle ciekawe, że od początku do końca jakoś go po prostu...nie lubię....:)

No cóż ja poradzę...

Inspiracją była dla mnie pewna praca znaleziona w internecie. Zupełnie inna, jeśli chodzi o formę, jednak spodobał mi się sposób wykonania - ścieg, który wykorzystałam i efekt koronki, który z tego wyszedł.
Zaczęłam więc tworzyć.
Oto, co wyszło mi na początku:
Załamałam ręce...normalnie odpust!
Pomyślałam jednak, cholera, tyle się nadziergałam, doszyję coś jeszcze, zobaczymy co wyjdzie...
Doszyłam więc....ratunku...dalej nie wiadomo co....

 Jednak im dłużej dziergałam, tym większa żałość mnie ogarniała, że jak to? Tyle pracy na marne? Mam to spruć...Zaparłam się i zaczęłam doszywać kolejne elementy. Wymyślałam je na bieżąco, tworząc wariację na temat naszynika.

Wreszcie doszłam do zakończenia. Doszyłam z jednej strony sznur jadeitowych koralików i już miałam doszyć z drugiej, kończąc katorżniczą, zniechęcającą pracę, kiedy stwierdziłam, że niestety - tak nie będzie dobrze i cały czas czegoś tu jeszcze brak.
Stworzyłam projekt - dla odmiany na końcu pracy, zamiast ewentualnie na początku i wykończyłam naszyjnik wg szkicu.
Efekt końcowy w sumie mile mnie zaskoczył, zważywszy na wszystkie perturbacje i wątpliwości po drodze. Tym bardziej że naszyjnik nadspodziewanie pięknie prezentuje się na szyi.
Nic jednak nie mogę poradzić na to, że po prostu go nie lubię. Nie lubię i nie polubię. Koronki są zdecydowanie nie dla mnie;)


Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Krótko i na temat;)

Dziś wyjątkowo konkretnie, a to dlatego że wyrobiłam się praktycznie w ostatnim momencie.
Pora późna i nie mam już siły na nic, poza prozaicznym zamieszczeniem swojej pracy w wyzwaniu:)
Perypetie powstawania poniższego dzieła opiszę niebawem, tymczasem przedstawiam w wyzwaniu SZUFLADY


swój naszyjnik "KORONKOWY":





Pozdrawiam, 
Aldona K/Seal-Art







wtorek, 18 sierpnia 2015

Co nowego...

...Otóż po tygodniu przymusowego nieróbstwa, które w zasadzie mogę uznać za urlop, spędzony zresztą uroczo - na zielonej trawce, w cieniu szumiącej brzozy, w cudownym upale, oraz ogrodowym basenie - czas na uzupełnienia.
Najchętniej co prawda siedziałabym teraz przebierając w koralikach, za którymi stęskniłam się wręcz straszliwie i aż mnie do nich rwie!
W ciągu tego tygodnia jednak miały miejsca dwa, warte uwagi wydarzenia, o których muszę napisać.
Pierwsze, to wyróżnienie w Kreatywnym Kufrze, za moją pracę "Wiosenna Łąka" - bardzo dzięuję:)



Drugie, to kolejny, wcale nie mały kroczek na drodze do sukcesu;) Mianowicie przyznanie moim dwóm, wyróżnionym wcześniej w SZUFLADZIE pracom tytułu "Wybór Beading Polska" i pierwsza publikacja moich dzieł w prasie branżowej:)



Swoją drogą kiedy oglądałam wszystkie zamieszczone w tym numerze Beading Polska prace, przyszła mi do głowy jedna myśl. Mianowicie że wszystkie one są niezwykle piękne - to po prostu dzieła sztuki, które wyszły ni mniej ni więcej, tylko z rąk artystów. Następnie nasunęła mi się niewesoła konkluzja...
Otóż cóż my wszyscy, oprócz zaspokajania swej pasji mamy ze swojej twórczości?
To wręcz druzgocące, że takie talenty w żaden sposób nie są w naszym cudownym kraju doceniane, wspierane, promowane na szeroką skalę. Tu głęboki ukłon dla osób tworzących strony w stylu Kreatywnego KUFRA, SZUFLADY i podobnym. 
Wszyscy powinniśmy pławić się w aprobacie i zachwycie i czerpać ze swej pasji i ciężkiej pracy odpowiednie profity - o profitach mówiąc mam na myśli, że zwyczajnie powinniśmy móc z niej wyżyć. Bo przecież wkładamy w nią całą serce i wiele godzin swego życia.
Tymczasem nasza twórczość nadal pozostaje niszowa i niedoceniona.
Niewielu naszych klientów nawet i admiratorów ma pojęcie o tym, jakiego nakładu pracy wymaga - ile godzin niejednokrotnie trzeba poświęcić aby stworzyć jedną pracę.
Niewielu ma pojęcie to tym, że prace te w niczym nie przypominają masówki, jaką zalany jest polski i światowy rynek, że jest to coś faktycznie unikalnego i że każdą z nich stworzyła jedna para rąk - koralik po koraliku, sznureczek po sznureczku...
Do tego dochodzi niejednokrotnie kompletny brak szacunku do nas, jako pełnowartościowych twórców i artystów.
Miałam ostatnio następującą sytuację. Klientka zakupiła kolczyki. Po czternastu dniach (zgodnie z obowiązującym prawem konsumenckim) postanowiła odstąpić od umowy. Oczywiście nie robiłam w tej kwestii żadnych problemów.
Klientka kolczyki odesłała - uszkodzone. Prawdopodobnie pogryzione przez jakieś zwierzę, sądząc po śladach zębów na opakowaniu. Brakowało w nich koralików i spruł się jeden ścieg. Rzecz swoją drogą banalna do naprawienia.
Oczywiście odmówiłam zwrotu towaru. Regulamin mojego sklepu określa wyraźnie, że zwrócić można jedynie rzecz nieuszkodzoną. Zaproponowałam naprawę za niewielką opłatą.
Co mnie jednak niezwykle zniesmaczyło w tej sytuacji to pytanie - za kogo na miłość Boską taka osoba mnie uważą?? Po pierwsze za kogoś niespełna władz umysłowych, kto nie zauważy uszkodzenia własnej pracy, której tworzeniu poświęcił wiele godzin?? Za półgłówka, który w myśl zasady - klient - nasz pan, pochyli pokornie głowę i zwróci pieniądze, bo Pani zapewne niechcący, uszkodziła przedmiot i już jej się przestał podobać?
Gdzie szacunek do twórcy? Gdzie szacunek do drugiego człowieka?
A wystarczyło napisać - przydarzyło mi się to i to - czy da radę coś z tym zrobić? Przypuszczam, że w tym wypadku, nawet nie wymagałabym zapłaty za naprawę.
Przypuszczam że Wy też niejednokrotnie zetknęliście się z tego typu postawą. Tacy ludzie są po prostu żenujący.
Całe szczęście jednak, że wśród naszych admiratorów należą do zdecydowanej mniejszości.
Życzę sobie i Wam wiele radości z tworzenia (nie mam wątpliwości, że to mamy zagwarantowane;), wielu sukcesów i tego, abyśmy kiedyś mogli godnie żyć wyłącznie z naszej pracy i pasji.

To na razie wszystko.

Dodam jeszcze tylko, że nagrodą za ostatnie wyróżnienie w Kreatywnym Kufrze był bon na zakupy w moim absolutnie ukochanym sklepie KADORO, który już zrealizowałam i właśnie zamierzam stworzyć z nowych koralików coś pięknego, delikatnego i ażurowego, co niebawem Wam zaprezentuję;)


Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art