SEAL-ART: Biżuteria dla pewnych siebie, kolorowych Kobiet z pasją...:)

poniedziałek, 26 października 2015

Kreatywne KUFROWE wyzwanie.

Po dość długiej przerwie, mając chwilę wolnego, postanowiłam wziąć udział w kolejnym wyzwaniu KREATYWNEGO KUFRA.
Niezwykle spodobała mi się kolorystyka zdjęcia autorstwa  MrÓ, która miała zainspirować nas do stworzenia nowego dzieła.


Pomysł zrodził się niemal natychmiast.
Miałam akurat na stanie przepiękny kaboszon labradorytu i resztę materiałów.
Pamiętacie na pewno o moim zachwycie nad jedwabiem SHIBORI. Ach gdybym go miała, jakież absolutne cudo mogłoby z niego w tej kolorystyce powstać!
Ponieważ jednak jak wiemy, jest on praktycznie niedostępny, postanowiłam wykorzystać i wypróbować to, co akurat łatwo znaleźć, czyli pasma jedwabiu SARI.
Przyznam że dają dość ciekawy efekt. Nie można nimi osiągnąć efektu trójwymiarowości, jak w przypadku SHIBORI, ale za to wzór tworzony z ich pomocą wygląda jak namalowany:)

Stworzyłam więc bransoletkę, którą nazwałam 'MGLISTA', ponieważ nieodparcie kojarzy mi się z zamglonym, nieco oszronionym, jesiennym porankiem.

Dodatkowo wykorzystałam w niej kaboszony z agatu i jadeitu, koraliki Toho i Delica.
Brzegi bransoletki wykonane są z mięciutkiej, szarej skóry naturalnej, spód zaś z czerwonej, ekologicznej skórki.

Wyszło dość ciekawie i mam ochotę dalej eksperymentować z pasmami jedwabiu SARI.
A oto ona - bransoletka 'MGLISTA' - zdjęcia autorstwa nadwornego fotografa Seal-Art: SergiuszaK.


Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art



piątek, 16 października 2015

Targi jak marzenie!

Minęły już dwa tygodnie odkąd brałam udział w wydarzeniu, które postanowiłam dla Was, ku
przestrodze, dość obszernie opisać.
Zachęcam do lektury, bo może dzięki temu unikniecie rozczarowań i strat, które stały się moim udziałem.

Końcem lata, pchana jak zwykle nieodpartą potrzebą wyjścia do ludzi, wynalazłam w sieci targi. Ale jakie targi!!
Warszawskie Expo XXI, Targi Złotniczo - Jubilerskie!
Sprawdziłam - ach jest! Strefa Dizajnu!
Czas był najwyższy, bo targi już w październiku. Rzuciłam się więc rezerwować miejsce, nie bacząc na koszty, nie przesadzając z analizowaniem regulaminu imprezy, bo przecież "takie targi"!!. Nareszcie nie 'ryż, mydło i powidło', nie odpust, a targi biżuteryjne!
Z licznymi patronatami: Ministerstwa Gospodarki, Związku Rzemiosła Polskiego, a nawet Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Pełna pompa!
A do tego hasło przewodnie: "Bądź tam gdzie branża, bądź tam gdzie tradycja, bądź z nami".
Na zawsze zapamiętam, że jeżeli ktoś nie ma nic do zaoferowania, to na pewno ma dużo do powiedzenia.

Opłaciłam targi i czas jakiś trwałam w błogim zachwycie. Aż pewnego dnia, na facebooku dopada mnie pewna Pani - jedna z zajmujących się widocznie organizacją, z gwałtowną prośbą: Pani Aldono! Nie mam do pani namiarów, dlatego tak się do Pani zgłaszam! Potrzebuję już, natychmiast treści wpisu do katalogu, bo termin mija!
Pomyślałam, że dziwne, bo jeśli chodzi o wysyłkę faktur, to jakoś mnie odnaleźli i maila mieli, ale cóż... Nie skupiałam się nad tym szczególnie. Treść wysłałam, logo wysłałam i dostałam - tadaaa! - kolejną fakturę, opiewającą na 300zł za tenże wpis.
Przyznam, że trafił mnie szlag.
Pierwszy raz się spotkałam, żeby standardowy wpis do katalogu kosztował takie pieniądze!
Zaczęłam brnąć uważnie przez regulamin i owszem, znalazłam. Uwity zręcznie pomiędzy innymi, kwestii płatności nie dotyczącymi, punkt o obowiązkowym wpisie i kosztach z nim związanych. Cóż...machnęłam ręką.
Wysłałam natomiast pytanie w kwestii zabudowy stoiska, przyzwyczajona do tego, że takie rzeczy się z wystawcą ustala. Otrzymałam maila, że w kwestii zabudowy proszą o PILNY kontakt! Znowu... Biedactwa zapomniały ze mną ustalić.
Wyrysowałam wstępny projekt na formularzu, wysłałam, dopytując przy okazji, czy broń Boże nie wybrałam czegoś znowu dodatkowo płatnego. Okazało się że nie - wszystko w cenie. He he,co za ulga;) To był ostatni mail od cudownych, rozgarniętych, zorganizowanych Pań od kontaktów z Wystawcami. Żadnego projektu stoiska do zatwierdzenia, pomimo pytań z mojej strony, żadnego maila tzw. organizacyjnego - NIC! Pieniądze zainkasowane - możecie się wypchać!

Ponieważ w związku z niezwykle profesjonalnym podejściem Pań, zaczął mnie ogarniać jakiś niezrozumiały niepokój, postanowiłam baczniej przypatrzeć się stronie Targów. Jakież było moje zdziwienie, gdy w zakładce "dla zwiedzających", zobaczyłam hasło: rejestracja. Zmroziło mnie, bo pojęłam nagle, że zamiast zapisać się na targi gwarantujące bezpośredni kontakt z klientem, zapisałam się na jakiś branżowy cyrk i wypiję najdroższą kawę w życiu - ściśle mówiąc za 1500zł! To wszystko co będę z tego miała!

Dodam jeszcze że na stronie nie było prawie do końca (bodajże 2 czy 3 dni przed targami) informacji, że jest to impreza branżowa.
Jeżeli ktoś wybierał się tam po raz pierwszy tak jak ja - nie miał o niczym pojęcia. Nie tylko zresztą ja żyłam w błogiej nieświadomości - ale większość naszej strefy Dizajnu jak się okazało.

A właśnie...Teraz kolejna kwestia cudownej imprezy.
Strefa Dizajnu - czytaj - ostatni, smętny i ciemny rząd pawiloników. Oddzielony od żarłodajni ściankami z fotografiami Tybetu, oraz 3 gablotkami z wystawą etnicznej biżuterii, gdzie nikt prawie nie zabłądził, bo nie spodziewał się, że coś tam w ogóle jeszcze jest!

Frekwencję mieliśmy mniej więcej taką, jak na owych grafikach Tybetu! Taki sam tłum, nie licząc braku tegoż wołu, czy cokolwiek tam ten człowiek prowadzi.

Organizatorzy usiłowali nadrobić fetą w postaci zgrabnych hostess, ułanów w pełnym rynsztunku bojowym i loterii wizytówkowej, gdzie główną nagrodą był samochód marki Lexus. 
Na pewno zaskoczę Was pisząc, że wygrał go przedstawiciel jednej z większych firm wystawiających się na targach. W trakcie losowania natomiast, dziwnym trafem, znalazł się nie przy estradzie (zgodnie z regulaminem), a bezpośrednio przy Lexusie, po drugiej stronie hali.

W kwestii współpracy branżowej, czytaj wytwórca - sklep, w przypadku większości z nas nie mogło być żadnej mowy. Z tej prostej przyczyny, że sklepów jak się okazuje nie interesują unikaty. Ich interesuje hurt. Dużo i tanio! Toteż siatami wynosili złote łańcuszki grubości włosa, po 19zł sztuka, od tzw. jubilerów.

Dodatkowego smaczku przedsięwzięciu dodaje fakt, że przed targami zarząd się poróżnił i rozdzielili imprezę. Część została tu i zorganizowała ten niewypał, część wyniosła się na ul. Marsa.
Jednocześnie więc tegoż weekendu odbywały się równolegle 3 imprezy tego samego typu: Marsa, Expo i dodatkowo giełda na OSiRze - można sobie wyobrazić, gdzie poszła większość ludzi.

Nieliczni klienci, którzy pojawili się na ostatnim dniu, tzw. otwartym, również byli zdegustowani. Znają bowiem tą imprezę, która ponoć kiedyś była zupełnie inna. Teraz przyszli i zastali rządek biżuterii artystycznej i puste stoiska po hurtownikach, którzy wynieśli się na Marsa, ponieważ tu - wobec klienta indywidualnego, nie mieli czego szukać.

Branża - zeszła na psy, tradycja - umarła. O reszcie nie ma nawet co wspominać.

Na koniec, na osłodę, Panowie organizatorzy wręczyli nam certyfikat za udział w targach. Nie chciało im się nawet zadać trudu i wpisać nazwy firmy - trzeba sobie wpisać we własnym zakresie... Wstyd, żenada i porażka.                                                           Dodam jedynie że nie zwróciły mi się nawet koszty - to pierwsze takie targi w moim życiu.

Jedyny plus całego wydarzenia, to oczywiście ludzie!
Krysia Odolińska - właścicielka i twórca marki KOD, wraz z Sylwią Badowską - rewelacyjne Kobiety! Wspaniałe dziewczyny - Regina i Gabrysia z RK Biżuteria Artystyczna, oraz ekipa Pana Jacka Szczepańskiego, wraz z wyjątkowym Panem Jackiem we własnej osobie:)

To są wartości niewymierne. Te, które cenię sobie ponad wszystko. 
Bo czasem nie liczy się, że banda pazernych hipokrytów wyssała nas do cna - liczy się to, co spotkało nas przy okazji - wspaniałe wrażenia, wartościowe znajomości i przepozytywne wspomnienia:)




Pozdrawiam, 
AldonaK/Seal-Art