Wyzwanie Pastelowe w SZUFLADZIE już rozstrzygnięte. Tym razem bez wyróżnienia dla SealArt, co jednak wcale mnie nie martwi, bo konkurencja była OGROMNA, wiele wspaniałych, przepięknych prac, nie tylko biżuteryjnych, w związku z czym nie czuję się pominięta;)
Obiecałam jednak że napiszę coś więcej o naszyjniku który stworzyłam, co jest o tyle ciekawe, że od początku do końca jakoś go po prostu...nie lubię....:)
No cóż ja poradzę...

Zaczęłam więc tworzyć.
Oto, co wyszło mi na początku:
Załamałam ręce...normalnie odpust!
Pomyślałam jednak, cholera, tyle się nadziergałam, doszyję coś jeszcze, zobaczymy co wyjdzie...
Doszyłam więc....ratunku...dalej nie wiadomo co....

Wreszcie doszłam do zakończenia. Doszyłam z jednej strony sznur jadeitowych koralików i już miałam doszyć z drugiej, kończąc katorżniczą, zniechęcającą pracę, kiedy stwierdziłam, że niestety - tak nie będzie dobrze i cały czas czegoś tu jeszcze brak.

Efekt końcowy w sumie mile mnie zaskoczył, zważywszy na wszystkie perturbacje i wątpliwości po drodze. Tym bardziej że naszyjnik nadspodziewanie pięknie prezentuje się na szyi.
Nic jednak nie mogę poradzić na to, że po prostu go nie lubię. Nie lubię i nie polubię. Koronki są zdecydowanie nie dla mnie;)
Pozdrawiam,
AldonaK/Seal-Art